Poprawiłem ją po swojemu
Poprawiłem ją po swojemu i spojrzałem na Rudakowa. Wysoki, z rozłożonymi ramionami zdawał się zasłaniać całą bramkę. Szybko się odwróciłem, by na niego nie patrzeć i postanowiłem strzelić „na siłę" w lewy róg. Rudakow prowokował do uderzenia w prawy. Nie zmieniłem decyzji. Strzeliłem mocno tam gdzie chciałem, piłka otarła się o słupek i wpadła do siatki. W spotkaniu z Marokiem znowu dwukrotnie wpisałem się na listę zdobywców goli. Strzeliłem ich już siedem, ale nadzieja na wywalczenie tytułu najlepszego strzelca była niczym wobec pragnienia zwycięstwa w finałowym meczu z Węgrami. Kiedy uczestniczyłem w defiladzie otwarcia Igrzysk marzyłem, tak jak i koledzy, by zagrać na tym stadionie. Możliwość była tylko jedna: zakwalifikować się do gier decydujących o medalu. I oto - wydawałoby się nierealne marzenie - stało się faktem. Wystąpiliśmy na Stadionie Olimpijskim w Monachium, walcząc nie o brąz, jak przepowiadali optymiści, ale o złoty medal. Od pierwszych minut nasz zespół grał kapitalnie, a i ja nie byłem chyba statystą. Gdy wydawało się, że do przerwy żadna ze stron nie zdoła nic wskórać, w okolicach polskiej bramki zagrałem niedokładnie, piłkę przechwycił Varadi i z ostrego kąta skierował ją do siatki. Moja rozpacz nie miała granic. Na nic zdały się słowa pociechy kolegów i trenerów. Na drugą połowę wyszedłem niepocieszony, ale z mocnym postanowieniem rehabilitacji...
oświetlenie ogrodowe | canon | Sting