Poczynania „le-
lonisty" cechowała iście zegarmistrzowska dokładność. Dzię-i znakomitemu ustawianiu się (cóż za ważna w nowoczesnym futbolu zaleta) przechwycił mnóstwo podań rywali. Cofając piłkę pod własne pole karne wciągał ich na naszą połowę by w chwilę potem nagłymi, mierzonymi przerzutami Inicjować kontrataki. Imponował rozwagą i spokojem, nienaganną techniką i przeglądem pola, bezbłędną organizacją 1 regulowaniem tempa gry, wspierał kolegów z linii obrony 1 reżyserował akcje ofensywne. W powszechnej euforii, zapomniał o przedmeczowyeh gwizdach...
Nadchodziła pora rewanżów. Po nieszczęśliwej kontuzji Włodzimierza Lubańskiego, reprezentacja pozbawiona została kapitana. Kiedy trzeba było dokonać nowej elekcji, koledzy powierzyli tę zaszczytną funkcję Kazimierzowi Deynie. Prowadził więc drużynę w amerykańskim tournée i zwycięskim meczu z Bułgarią. W blisko trzy miesiące po victorii nad Anglikami wychodził na czele drużyny na tę samą płytę stadionu przy akompaniamencie braw i przeżywał momenty wzruszenia, gdy ów „największy chór świata" śpiewał Mazurka Dąbrowskiego. W spotkaniu przeciw zadufanym Walijczykom okazał się niezaprzeczalnie pierwszoplanową postacią na boisku. Kilkakrotnie bombardował bramkę Sprake'a, bez powodzenia, ale jego mistrzowska strategia mogła wprowadzić w zachwyt najwybredniejszych koneserów piłkarstwa.' Po gładkim 3:0 czekała ich już ostatnia przeszkoda. Końcowa, lecz najtrudniejsza, na Wembley, w jaskini lwa, gdzie przed gospodarzami chyliły czoła najbardziej utytułowane drużyny świata. Od momentu, kiedy po raz pierwszy przywdział koszulkę z Białym Orłem na piersi, zawsze marzył o tym by tam zagrać. Hostessy | Bubbles | Media
|