Mimo rosnącej przeciw niemu fali, naiwny hedonizm estetyczny trwa. Ciekawy to symptom współczesnej kultury. Sto lat temu w imieniu swoich przyjaciół, malarzy i rzeźbiarzy, Konrad Fiedler atakował punkt widzenia, z którego „dobro i piękno sprowadzają się w gruncie rzeczy do tego, co pożyteczne i przyjemne", a później zwalczano ten punkt widzenia z niesłabnącą energią, co zresztą najlepiej świadczy o jego żywotności. Posłuchajmy przez chwilę nowszych pogłosów tej batalii. Jeśli ktoś z filozofów XX wieku w ogóle stosuje do przeżycia estetycznego wyróżnik przyjemności, to przed naiwnym hedonizmem zasłania się zwykle koncepcją dystansu estetycznego (jej genezy szukać należy u Kanta). Tak np. wedle Konrada Lange przyjemność estetyczna wynika z ciągłej oscylacji psychicznej między rzeczywistością a pozorem, Souriau zaś porównuje ją ze snem, z którego zdajemy sobie sprawę: sen ów wydaje się nam rzeczywisty, lecz -- śniąc - jesteśmy zarazem świadomi jego nierealności. Inaczej stawia ten problem ("Whitehead: „Tajemnica sztuki polega na jej wolności. Wzruszenie i pewne elementy samego przeżycia przeżywamy ponownie w oderwaniu od konieczności. Napięcie minęło, lecz trwa radość intensywnego odczuwania. Pierwotnie ta intensywność wynikała z jakichś ciężkich konieczności: ale w sztuce żyje ona dłużej od przymusu, który ją wywołał. Jeśliby Odys pośród cieni mógł usłyszeć Homera śpiewającego Odyseję, wówczas wżyłby się ponownie w niebezpieczeństwa swych wędrówek z uczuciem radosnej wolności {with free enjoyment)"))Owa radość mało ma wspólnego dla Whiteheada z uczuciem, które potocznie nazywamy przyjemnym/CSztuka wzmaga poczucie człowieczeństwa - mówi angielski filozof. Klamki Linea Cali | wagi | nowoczesny nauczyciel
|