Inaczej było dwa lata
Inaczej było dwa lata później, na mistrzostwach Europy w Berlinie Zach., podczas półfinałowej walki z moim największym przeciwnikiem - Jengibarjanem. Dwa lata wcześniej, na ME w Warszawie, zyskał on miano najlepszego technika Europy. Chyba słusznie. To był niezwykle precyzyjnie walczący, myślący bokser, przy czym, podobnie jak Pietrzykowski, dysponował nokautującymi uderzeniami z kontry. Przyglądałem mu się uważnie podczas każdej walki i nie widziałem żadnej luki w jego umiejętnościach. Doskonały W zwarciu, jeszcze lepszy w walce z półdystansu, zadziwiał mnie finezją z jaką operował lewym prostym. Zabrzmiał gong oznajmiający rozpoczęcie pierwszej rundy. Tańczyliśmy wokół siebie; byłem czujny jak nigdy dotąd, wiedziałem, że każda udana kontra przeciwnika zwali mnie z nóg. Wypuściłem lewy prosty i, o dziwo!, dosięgnąłem szczęki Jengibarjana w momencie, gdy stosował swe słynne odchylenie. Zadecydowała o tym chyba setna część sekundy! Wyglądało to tak, jakby mój lekki cios uderzył z wielką siłą. Tymczasem po prostu zlał się z unikiem Jengibarjana. Robiło to wielkie wrażenie na widzach, na moim rywalu mniejsze. Ja natomiast zyskałem psychiczną równowagę i... spokój. Lewy prosty był dla mnie zawsze miernikiem przewagi nad przeciwnikiem, jakimś probierzem refleksu zarówno mojego, jak i rywala. Nacierałem więc coraz śmielej, bijąc prostym szybko i lekko. Głowa Jengibarjana spóźniała się niemal za każdym razem z unikiem o te dwa centymetry i podskakiwała, jakby potrząsały nią ciosy o niezwykłej sile. Sprawozdawcy pisali później, że Jengibarjan nie trafił ani razu.
| |