Była tylko chęć walki. Kostiumy kupowało się za własne pieniądze, oszczędzając na sukienkach. W nowym, ładnym lepiej się ćwiczyło. Do dziś z przykrością wspomina swój powrót z USA. Będąc już trenerką przywiozła swoim podopiecznym, za zaoszczędzone pieniądze, nowe, piękne kostiumy, takie o których ona marzyła przez całe życie. Czekała na wybuch radości, a tymczasem one przyjęły je jak najzwyklejszy prezent. No cóż, dziewczęta wychowały się już w innych warunkach.
W domu przy ulicy Rydla w Krakowie przechowywanych jest pieczołowicie 109 medali - złotych, srebrnych, brązowych. Zamknięty w pudełku dorobek sportowej kariery i spory kawał .historii polskiej gimnastyki. Od czasu kiedy po Igrzyskach w Melbourne wycofała się z czynnego życia sportowego, zagląda do nich tylko przy specjalnych okazjach. A przecież są jakby kawałkiem jej życia. Namacalnym dowodem jej wielkich sukcesów. I te z Bazylei i z Rzymu i ten brązowy z Melbourne - ostatni. Dzięki nim, a właściwie dzięki ich zdobywczyni stworzył się dla gimnastyki przychylny klimat, który wydźwignął reprezentację kobiecą na wysoki, światowy poziom,'Potem kiedy odeszła zabrakło w drużynie „czegoś", co ją scalało. Co było motorem działania. Co wzmagało konkurencję, ale łączyło zarazem. Nigdy już potem nie odnosiła nasza kobieca gimnastyka takich sukcesów, jak wówczas kiedy startowała Rakoczy. | |
|