No i w końcu zjawił się Kant (1790) ze swoim bezinteresownym upodobaniem w tym, co piękne lub wzniosłe (jednym słowem, co estetyczne). Tak się ta koncepcja zakorzeniła w myśleniu o sztuce, że dopiero teraz ją wykorzeniamy. Ale za to z kretesem. Jak wykorzeniamy, spytasz? Spojrzyj ńa nową sztukę, ona ci odpowie. W najbardziej drastycznym skrócie teoretyczne jej założenia pod tym kątem (to znaczy pod kątem rzekomych kategorii estetycznych, rzekomej postawy estetycznej czy rzekomo ją wyodrębniającej bezinteresowności) można by ująć tak. Działanie artysty i dzieło sztuki nie są czymś odrębnym w stosunku do innych procesów i wytworów życia. Nie istnieje osobny, „estetyczny" organ, dzięki któremu moglibyśmy oceniać ich wartość. Nie istnieje żadna w ogóle postawa estetyczna. Wśród mnóstwa sposobów wyrażania się i porozumiewania, jakie wymyślił człowiek, znajdują się też sposoby, które określa się dziś w czambuł jako artystyczne, choć doprawdy rację mieli Grecy, kiedy nie widzieli związków na przykład między budowaniem świątyni a komponowaniem muzyki tanecznej. Trzeba w tym punkcie dodać, że te różne systemy ekspresji i informacji łączyły się rozmaicie z praktycznymi potrzebami człowieka, z organizowaniem przezeń kształtu życia. Ale gdzie tu miejsce na jakieś kategorie estetyczne, postawę estetyczną, piękno? | |
|